A chodź jedź do Turcji!

Tymi słowami koleżanka zaproponowała mi pracę w tym pięknym i egzotycznym kraju. Egzotycznym pod wieloma względami. Znajdziecie tu opowieść o tym, jak żyje się i pracuje w Turcji a także mnóstwo porad dla turystów, którzy zastanawiają się co ich tam może czekać.

wtorek, 27 grudnia 2016


Za każdym razem kiedy postanowię sobie, że już już zacznę pisać regularnie coś się dzieje. Tym razem pochłonęła mnie praca. Koniec roku to czas zamykania spraw i to z deadline'm nieuniknionym. Ale o tym może później.



Dziś jest wigilia, więc i taki wpis znajdzie się na moim blogu.



Turcy mają problem z Bożym Narodzeniem. Z jednej strony jest to święto obce w ich kulturze, z drugiej święto tak dobrze wpisujące się w ich umiłowanie kiczu i świecidełek, że nie mogą go zignorować. Stąd na ulicach pojawiają się świąteczne iluminacje, z witryn sklepowych uśmiechają się Mikołaje a w sklepach można kupić... choinki. Tak, w wielu tureckich domach można znaleźć sztuczne pięknie ubrane choinki.



Turcy niestety nie do końca wiedzą kiedy to Całe Boże narodzenie jest i dość beztrosko nazywają Nowy Rok jako Christmas. Bo tak sobie wykoncypowali, że też chcą mieć swoją Gwiazdkę, więc ją troszkę przesuną na i tak hucznie obchodzonego Sylwestra. Dlatego też na Nowy Rok dają obie prezenty, spotykają się z rodziną lub przyjaciółmi na uroczystej kolacji lub świętują ten czas w klubach.



Jednakże wracajmy do moich świąt. Plan był taki, że świętuje je w domu, w otoczeniu bliskich przyjaciół i mojego Sułtana.Czyli dziś o tym jak się gotuje wigilię w tureckich warunkach bojowych.



Moi goście to oczywiście muzułmanie, więc musi się obejść bez wieprzowiny. I tak wigilijne potrawy są w Polsce bezmięsne ale trafić z gustami w przyzwyczajone do tureckiego jedzenia podniebienia jet ciężko. Stąd menu ułożyłam całkiem proste. Placki ziemniaczane, bo wiem że moi goście lubią. Pierogi w trzech wariacjach - ruskie, z kapustą i grzybami oraz z jabłkiem (mój faworyt). No i ryba.



Masę na placki przygotowałam dzień wcześniej, nadzienia do pierogów również. Gotowanie rozpoczęłam od placków ziemniaczanych. Później je tylko odgrzeję w piekarniku.



16:00 Sułtan: Kochanie, na serio robisz naleśniki z ziemniaków?
Ja: No tak, zaufaj mi, będą dobre.
Sułtan patrzy powątpiewająco.
J: To trochę jak naleśniki z frytek.
S: Ok, ale wciąż dziwne.
J: Kochanie przypominam, że rano jedliśmy tarhana corbasi. To jest dziwne. (Tarhana to zupa robiona z proszku, który najpierw jest fermentowany z jogurtem, później suszony i ścierany na pył. Idealne lekarstwo na przeziębienia a że akurat oboje jesteśmy chorzy, to akurat się nam należała).
S: No dobra, już nic nie mówię.


16:20 Sułtan: Kochanie, może Ci pomóc?
Ja: Nie, dziękuję na razie nie ma nic do roboty na dwie osoby. Jak będziemy później robić pierogi to mi pomożesz.
S: Ok, ale żebyś później nie mówiła, że Ci nie pomagam.


16:25 S: Kochanie a po co Ci choinka?
J: Bo to tradycja.
S: Ale ty jesteś ateistką.
J: No ale przecież jedno nie wyklucza drugiego. Wigilia to dla mnie bardziej tradycja niż obrządek religijny.
S: Ale dlaczego akurat choinka?
J: Bo to symbol życia. Zielone drzewko symbolizuje odrodzenie się życia w czasie kiedy za oknem drzewa nie mają liści i nie ma zieleni.
S: Aha... (Patrząc za okno na kołysane wiatrem palmy i pięknie zielone drzewa oliwne).
J: Dobra, nie ma tematu.


16:50 S: Kochanie, może Ci pomóc?
Ja: Nie, dziękuję. Jak będziemy później robić pierogi to mi pomożesz.
S: Ok, ale żebyś później nie mówiła, że Ci nie pomagam.


17:20 Kończę opowiadać o tradycjach wigilijnych. O opłatku, sianku pod stołem i takie tam.
J: ...najbliższa rodzina ubiera się odświętnie i siada do kolacji gdy zabłyśnie pierwsza gwiazda.
S: Ale ty masz na sobie jeansy i koszulkę ze Spock'iem.
J: Bo gotuje teraz. Przecież nie będę lepić pierogów w sukience!
S: Czyli ja też mam się przebrać?!
J: No oczywiście! Przecież nie będziesz siedział w dresie jak goście przyjdą!
S: Ja wiem, zawsze tak siedzę jak rodzina przychodzi.
J: Co?!
S: No bo u nas w Turcji w każdy weekend przychodzi rodzina i robimy wspólne jedzenie. U nas taka wigilia to praktycznie każdy weekend.


17:40 S: Kochanie, może Ci pomóc?
Ja: Nie, dziękuję. Jak będziemy później robić pierogi to mi pomożesz.
S: Ok, ale żebyś później nie mówiła, że Ci nie pomagam.


18:00 J: Kochanie! Chodź zaczynamy lepić pierogi tylko to pozmywaj.
S: Zaraz kochanie...
J: ... (Nosz!! Tylko żebym nie mówiła, że mi nie pomaga!!!)


18:10 J: Dobra! Pozmywałam! Chodź!
S: Chwilkę kochanie...


18:20 S: Kochanie, co robisz?
J: Ugniatam ciasto na pierogi.
S: Beze mnie! Przecież mówiłem, że chce zobaczyć i Ci pomóc!!!


Na szczęście kolacja się udała, pierogi ulepiliśmy w miarę zgodnie, Sułtan się finalnie przebrał a gościom potrawy smakowały.



Jest wigilia, a na dworze słońce i palmy. Pierwsze takie moje święta. Wesołych Świąt wszystkim!

1 komentarz:

  1. hej, sorry, że tu, ale dalej czekam na napierśnik :/

    OdpowiedzUsuń